głębszy niż myślisz tak, mądry człowiek Znam i polecam: blog o błyskotliwej treści... cóż, po prostu Błyskotliwa |
energetycznazielen Mam ochote zeby byla wiosna. Zebym mogla pojsc na gorke. Zeby na gorce i w dole bylo zielono. Zeby byla trawa. Zeby w dole byly zielone dzewa. Zebym miala kocyk. Zebym miala wino. Czerwone lub biale. W zaleznosci od nastroju. Nie wiem jeszcze jaki bede miala. Zebym miala dwa, duze, ladne kieliszki do wina. Czerwonego lub bialego. Nie wiem jeszcze na jakie bede miala ochote. Zebym byla tam z kims. Z kolezanka lub kolega. Nie wiem jeszcze, kto bedzie mial ochote ze mna pojsc. Zebysmy pili to wino, czerwone lub biale, w tych fajnych kieliszkach. Zebysmy siedzieli i upili sie na lonie natury. Zeby w okolo bylo zielono. Zebysmy gadali glupoty. Zeby bylo milo. Zeby bylo fajnie. No i zeby sie to szybko spelnilo... 2009-03-06 21:49:53 skomentuj (0) a tytuł znowu nie może być pusty Pisać mi się chce... I nie chce, jednocześnie... Zmienic coś bym chciała a jednocześnie nic nie zmieniać, bo niemoc... Ktoś się pyta czy ok. Odpowiadam, ze tak, bo cóż innego powiedzieć bym mogła? Że nie? Nie, to nie w moim stylu. W moim stylu jest powiedzieć, ze dobrze i przykaskiwać wszystkiemu i wszystkim, że jest fajnie, uroczo i miło a, tymczasem, czasem przyklaskiwać sie nie chce... No i tak. Wino otworzyłam, więc wino pić będę. Dawno nie robiłam tego w samotności. Błąd. Nie ma przecież lepszego sposobu spędzania czasu sam na sam ze sobą niż po pijaku. Wtedy puszczają opory i można sie przyznać do własnych myśli, które ok wcale być nie muszą. Cholera na poezje szarpaną sie zebrało. Koniec, bo jednak się nie chce. 2008-12-13 22:37:33 skomentuj (0) o chorobie i radości życia. A teraz coś bym napisała. Rozsądna będę. Zamiast napisac, tak jak to miałam w planie, do osoby, do której pisać nie powinnam, napiszę tutaj. Tak, to ostatni krzyk rozsądku. Krzyk a może raczej przejaw. Tak, przejaw jest bardziej po polsku. A więc pisać będę. Optymistycznie. Odwiedziła mnie Znajoma. Znajoma ciągle nieszczęśliwa z gatunku I Tak Źle I Tak Niedobrze. Znajoma doprowadzająca optymistyczną do upadku. Moralnego, fizycznego i duchowego. Wampir energetyczny. Nic to. Dzisiaj się nie dam. Siedziałam sobie w domu, popijając wino i szykując się do pisania Pracy. Sprzątając w tzw międzyczasie, jako, że święta organizować rodzinne będę. Zadzwonił telefon. Telefon był od Długowłosego. Długowłosy jest świetnym człowiekiem. Dość pokrętnie życie mu się poukładało, dość pokrętna stała się również jego osobowość, ale jest naprawdę świetny. Znajomych ma wielu, przyjaciół niewielu, tak, kontrowersyjna osobowość. Długowłosy dzwonił z wiadomością, że Przyjaciel znowu w szpitalu. Informacja mocno przytłaczająca, zwłaszcza, ze Przyjaciel miesiąc temu ze szpitala wyszedł. Kilka słów o Przyjacielu, jako, że jemu dedykuję ów notkę. Przyjaciel mocno schorowany jest. Od urodzenia. Z chorobą mógł walczyć. Mógł dbać o nią tak, aby ona się we znaki za nadto nie wdała. Wymagałoby to kilku ograniczeń i systematyczności. Przyjaciel jednak tego nie chciał. Żył na 200 % normy. Przeżył życie tak intensywnie, że starczyłoby, aby obdzielić kilkunastu. Przyjaciel w szpitalu. Dolegliwość poważna, stan ciężki. Przyjaciel cieszy się z życia. Cieszy się nieustannie, choć głupi nie jest. Ten człowiek robił już chyba wszystko począwszy od koczowania na niemieckich dworcach z irokezem na głowie, poprzez zawodową hodowlę płazów, ryb, gadów itepe, budowę bębnów i wiele innych, o których mi jeszcze nie opowiedział a skończywszy na opiekowaniem się obcą rodziną. Dochodzę do wniosku, ze skoro Przyjaciel się nie smuci, nie poddaje i cieszy życiem nikt inny nie ma prawa się nim martwić. I tym oto optymistycznym akcentem.. 2008-03-19 00:05:57 skomentuj (1) Irytująca niespokojność… Ależ człowiek potrafi być irytująco niespokojny… Irracjonalne poddenerwowanie. Cholera mnie bierze i szlag by to wszysto, Nerwówka tym większa, ze nieuzasadniona. Od samego rana. No ileż można. Po uroczym weekendzie, spędzonym na pracy i przyjemności a w zasadzie na pracy, która sprawiała przyjemność, bez telefonu, bez Internetu człowiek winien być szczęśliwy i zrelaksowany. A tymczasem (niecenzuralne słowo na d i cztery litery)! Rano budzik zadzwonił za wcześnie. Sciślej mówiąc najpierw zadzwonił za wcześnie a później za późno… Czemu nie może w samą porę? Ranek, który się tak zaczyna nie może być udany. Wsiadam na rower i… zaczyna padać. Nawet się ucieszyłam. Pomyślałam, ze zmoknę, zmęczę się i będzie spokój. Nic z tego… Podniosłam sobie poziom adrenaliny wpadając kilka raz pod samochód. Wiem już, że zginę pod kołami jakiegoś auta… Mam tylko nadzieję, że kierowca będzie bardziej pijany w tamtej porze niż ja… Ale, ale, nic z tego, dzisiaj rano nawet adrenalina nie pomogła. Nerwu ciąg daszy... Po drugiej, porannej kawie, wypitej do dziewiątej rano rozpoczęło się ziewanie. Teraz mi się jeszcze przypomniało, że to były podwójne espresso. Ziewanie tak intensywne, ze nie do opanowania. Ziewanie ciągłe i nieustanne. Nieopanowane, warto to jeszcze raz podkreślić. I nawet wynalazłam sposób, żeby sobie z tym poradzić. Muzyka. Włączyłam moją nową, śliczną empetrójeczke. Wybrałam energetyzującą muzykę i co? Telefony. Telefonów masa. Normalnie, Panowie, masakra. Nic się nie dało posłuchać mimo że chciałam tylko na jedno ucho… Skoro już się podirytowałam zmieniłam taktykę. Zmieniłam muzykę. Zmieniłam muzykę na uspakajająco-kojącą. Na nic to było, bo okazało się, że muzyki kojącej również nie da się słuchać rozmawiając w międzyczasie przez telefon. I co, kolejny papieros… A miałam w dzień nie palić. W zasadzie miałam nie palić w ogóle, ale to tylko kolejne zobowiązanie, któremu nie jestem w stanie sprostać, więc już sobie darowałam. Nie dość, ze człowiek niezrównoważony to jeszcze, jakby tego było mało, zadzwoniła Blondynka. Blondynka zdenerwowane jeszcze bardziej niż Energetyczna. Blondynka przynajmniej miała powód. Kradzież i przesłuchania na komendzie bardzo uzasadniają zdenerwowanie i roztrzęsienie. Muszę chyba otworzyć słownik synonimów, bo słowo zdenerwowanie zostało użyte w tej notce mniej więcej tak często jak przecinki. Nic to, pisanie się jednak sprawdza. Już jestem spokojna. Rozdwojenie jaźni… 2008-03-17 21:24:34 skomentuj (0) i nawet anioł, po przyjściu do domu, odkłada skrzydła na szafę... 2008-03-14 01:20:46 skomentuj (0) płynę, poniżej zera Przelać myśli na papier. Przelać myśli na papier wirtualny… To jedyne, co mi w tej chwili przyświeca. Amatorów ciekawej, twórczej prozy, muszę poprosić i opuszczenie bloga i zaprzestania wgłębiania się w ów notkę. Notka będzie płytka. Im więcej alkoholu we krwi, tym bardziej płytkie wpisy/zapisy. Ciekawe, im więcej tym mniej. Była nawet taka piosenka… Zresztą, co mi tam. Ta „anonimowość” (w cudzysłowie, bo tylko pozorna) daje mi pole do popisu. Pozwala popłynąć, więc płynę… Cóż, odkryłam dzisiaj, na jakich zasadach świat działa. Płytkie to jest. Tak płytkie, że aż się pisać nie chce. Mężczyzna ma za zadanie zapłodnić jak najwięcej partnerek. To było troszkę kolokwialne, więc wyjaśniam, co mam na myśli. Im więcej partnerek, tym większa szansa na potomstwo, co oznacza większą szansę na przekazanie swoich genów. Kobieta szuka oparcia. To jest stwierdzenie mocno tendencyjne. Kobieta szuka gościa z kasą. Po prostu, im gość ma więcej kasy, tym lepsze warunki zapewni swojemu potomstwu. Proste. Poznanie tej prawdy burzy mi cały światopogląd, ale cóż, taki mam nastrój… 2008-03-04 21:42:22 skomentuj (0) tytuł nie może być pusty, lecz jak zatytuować notkę tak jałową jak poniższa? ;-) Na bardzo lubianym przeze mnie fotologu Pan Cygaro poruszył wątek mniejszości etnicznych w Polsce. Pisał o miłych, uprzejmych hindusach. Postanowiłam podążyć dalej tym tropem i porównać zachowania i sposób bycia innych mniejszości w Polsce. Zazwyczaj bardzo ostrożna jestem wobec generalizacji, dziś sobie jednak na tak ową pozwolę ;) Bary chińskie kontra tureckie. Czy ktoś jeszcze zauważył drastyczne różnice w sposobie bycia i kulturze powyższych? Według mnie są one uderzające. Na początek podobieństwa. I jedne i drugie zorganizowane są po najniższych kosztach. A teraz różnice. W tureckich wnętrza są z reguły czyste, ciepłe i przyjemne, w chińskich (wietnamskich?) obskurne i brudne. Panowie od kebabów z reguły są przyjaźnie nastawieni, zagadują, ogólnie rzecz ujmując mili są. U azjatów zaś dominuje mało mnówstwo łamane na nic po polsku niemówstwo. Kurcze, jak niewiele wystarczy żeby umilić posiłek klientowi. Wystarczy zagadać, nieudolnie powtórzyć słowa po polsku i już jest zabawnie i przyjemnie. Piszę to jako ekspert od posiłków „na mieście”. Jako, że w domu nie gotuję często bywam w takich miejscach, stąd sporo materiału do badania i oceny ;-) Piszę to ja. Energetyczna – 101 kontrowersyjnych opinii na dowolny temat ;-) 2008-02-23 23:34:36 skomentuj (5) |
|